Batman. Detective Comics, tom 2: Syndykat ofiar - recenzja komiksu

Najnowsze posty

Posty / Najnowsze posty 8 Views

Recenzowany komiks, autorstwa amerykańskiego scenarzysty Jamesa Tyniona IV, stanowi kontynuację przygód Batmana i  spółki z debiutanckiego albumu popularnego cyklu. W owej opowieści obserwowaliśmy zaskakujące posunięcie Człowieka Nietoperza, który postanowił stworzyć zespół śmiałków, walczących ze złem w różnej postaci. Skład jego bat-drużyny był na wskroś zaskakujący, a w jej skład weszli: Red Robin, Batwoman, Spoiler, Orphan i Clayface. Zwłaszcza wybór jednego z jego największych wrogów budził wiele kontrowersji, zwłaszcza, że od początku twórca miniserii Szpon źle poprowadził sławetnego złoczyńcę. Sama opowieść również nie napawała zbytnim optymizmem – otrzymaliśmy bowiem schematyczną, przeciętną i momentami dość nudnawą historię o wiecznej konfrontacji reprezentantów prawa z potężnym adwersarzem. Jedynym wyraźnym plusem tegoż albumu była jego ciekawa warstwa graficzna i paleta żywych barw.

Nie inaczej prezentuje się rzeczony wolumin, który odwołuje się nie tylko do Powstania Batmanów ale również pierwszego crossovera z DC Odrodzenia, czyli Nocy ludzi potworów. Komiks składa się z dwóch nowel – tytułowego Syndykatu ofiar oraz Batwoman: Początek. Grupa zdeterminowanych osób zaczyna zagrażać przerażonym mieszkańcom Gotham. Ich celem jest sroga zemsta na Batmanie, który (ich zdaniem) jest odpowiedzialny za całe nieszczęście, jakie spadło na ową metropolię. Przedstawiciele Syndykatu ucierpieli wskutek szaleńczej walki Mrocznego Rycerza z jego zaciekłymi wrogami. Wśród ofiar znaleźli się:  Madame Crow, Mister Noxious, Mudface i Mute, a ich przywódcą został enigmatyczny mężczyzna, ukrywający się pod pseudonimem Pierwsza Ofiara. Wymienione postaci z poszkodowanych przeistoczyły się w rasowych kryminalistów. Niespodziewanie ich argumenty zaczynają przemawiać do jednego z członków ekipy Człowieka Nietoperza. Wydarzenie to świetnie wpływa na dynamikę bat-rodziny i interakcje pomiędzy poszczególnymi jej członkami. W drugiej z opowieści śledzimy natomiast genezę Batwoman, stającej do samotnego boju z groźnym rywalem. Ot, typowy, nikomu nie potrzebny przerywnik o słabej warstwie fabularnej.

Niestety Syndykat ofiar to album dość przeciętnej wartości, pozostawiający po jego lekturze uczucie lekkiego niedosytu. Ciekawy koncept, związany z krwawą wendettą ofiar złoczyńców wymierzonych w Batmana, szybko został stłamszony przez przewidywalne zwroty akcji, mało interesujące postaci i słabe dialogi pomiędzy nimi. Nowi złoczyńcy nie wzbudzają żadnych emocji, a ich powrotu raczej mało kto będzie wyczekiwał. Ciekawie został wyłącznie zarysowany wątek Spoiler oraz żałoba bohaterów po uznanym za zmarłego Red Robinie. Z dobrej strony prezentują się także ilustracje pochodzącego z Brazylii Eduardo Barrosa, godnie wspieranego przez hiszpańskiego artystę Alvaro Martineza i Brytyjczyka Bena Olivera. Na dokładkę dostajemy wyborne plansze Jasona Faboka i Brada Andersona, a przede wszystkim niezastąpionego Rafaela Albuquerue’a (Amerykański Wampir).

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Jeśli szukacie komiksu oryginalnego i wciągającego to w przypadku niniejszego dzieła srogo się rozczarujecie. Niestety kolejny wyjątkowo nijaki album w runie DC Odrodzenie. W takich momentach wolę powrócić do lektury pierwszych tomów Batmana Scotta Snydera i Grega Capullo z Nowego DC Comics, które wyznaczają standardy w tworzeniu współczesnych, inteligentnych opowieści z kultowym Człowiekiem Nietoperzem.

Źródło: fot. Egmont

Comments