Twierdzi Pereira - recenzja komiksu

Najnowsze posty

Posty / Najnowsze posty 84 Views

Powtórzmy zatem jeszcze raz: twierdzi, nie twierdza. Tytułowy bohater twierdzi, czyli coś potwierdza, daje czemuś świadectwo i to najwyraźniej w czasie teraźniejszym, nie tkwiąc w jakiejś niedookreślonej, fabularnie pożądanej przez komiksiarzy twierdzy. Choć nie będzie gołosłownym stwierdzenie, że Twierdzi Pereira to niewątpliwie rzecz o obronie własnych przekonań. A dokładniej o takim przełomowym momencie, w który staje się to dla nas na tyle ważne, że urastając do spraw życia i śmierci, zmusza do działania.

Komiks Gomonta jest adaptacją bestsellerowej, włoskiej powieści Antonio Tabucchiego, wydanej także w Polsce pod tytułem minimalnie różniącym się od komiksowego, mianowicie poprzedzonego wielokropkiem. W tytule oryginalnym tego zabiegu nie znajdziemy, ale mamy za to podtytuł Testimoniano, który odnosi się jednoznacznie do powieściowej formy, sugerując, że mamy do czynienia z zeznaniem oskarżonego człowieka. W komiksie nie jest to tak zauważalny zabieg, może nawet nieco dekoncentrujący, ale to chyba jedyny mankament próby przeniesienia powieści na język komiksów. Reszta wyszła Gumontowi bardzo dobrze, stworzył chwytający za serce portret intelektualisty w zderzeniu z bezlitosnym systemem.

Na tylnej okładce czytamy, że Twierdzi Pereira jest adaptacją thrillera politycznego. W przypadku komiksu to już będzie określenie na wyrost, opowieść jest przede wszystkim doskonałym studium samotności człowieka, który nie robi nic innego poza świadomą ucieczką od rzeczywistości. Ta rzeczywistość to Portugalia lat trzydziestych pod rządami Salazara, przywódcy zapatrzonego w poczynania generała Franco w pobliskiej Hiszpanii. Na ulicach wrze, w środkach przekazu króluje cenzura, jednak nic z tego nie dotyka Pereiry, który jest samodzielnym redaktorem literackiego działu pomniejszej gazety i zajmuje się głownie pisaniem recenzji i tłumaczeniami dziewiętnastowiecznej prozy. Jest po prostu obok, jest biernym obserwatorem wydarzeń, jego życie toczy się innym rytmem, w innym świecie utkanym z literackich doświadczeń. Do czasu.

Przełom następuje w chwili, gdy Pereira przeczyta dotyczący stosunku życia do śmierci fragment pracy dyplomowej pewnego młodego człowieka, którego nasz bohater pragnie zatrudnić do gazety. Od tego momentu zaczynają się kłopoty Pereiry, od tego momentu zaczyna się również jego powolna przemiana i powrót do nieprzyjaznego świata historycznej rzeczywistości. Możemy być pewni, że koniec końców dojdzie do kolizji i będziemy świadkiem zderzenia jednostki z systemem. Takie zderzenie w niespokojnych czasach musi skończyć się dramatem.

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Do tego nieuniknionego dramatu Gomont szykuje bohatera bardzo długo,  drobiazgowo prezentując wszelkie możliwe aspekty życia Pereiry. Wchodzimy w świat jego codziennych rytuałów, budujących portret samotnego człowieka, któremu ta samotność najwyraźniej odpowiada. Gomont maluje świat wokół niego ekspresyjną, acz płynną, delikatną kreską. Graficznie to świat daleki od realizmu, bardziej pasujący do literackich wyobrażeń redaktora, budujący bezpieczną poetycką przestrzeń.  Z biegiem czasu to się zmienia, z biegiem czasu wiemy też coraz więcej o życiu Pereiry, który stopniowo wypada ze swojej codziennej rutyny. Choć wciąż pełen rezerwy, coraz bardziej zwracający uwagę na dziejące się wokół niego niegodziwości. Aż do wspomnianego już, nieuniknionego dramatu.

Komiks reklamowany jako thriller polityczny w rzeczywistości jest thrillerem egzystencjalnym – ale chyba żaden popkulturowy wydawca nie odważyłby się w ten sposób polecać swojego produktu. Istnieje w ogóle taki gatunek? A czy to takie istotne? Tak naprawdę przeżywamy wiele elektryzujących momentów, czytając o wahaniach Pereiry, o jego zmaganiach z samym sobą. To tam toczy się najbardziej dramatyczna walka, która prowadzi do nieuniknionego pojedynku. I tak po walce wewnętrznej przychodzi czas na pojedynek człowiek kontra historia, człowiek kontra system. A rezultat? Cóż, rezultat tej walki wcale nie był w tej opowieści najważniejszy, liczy się sama do niej gotowość i wyjście poza, (nomen omen) twierdzę zbudowaną z własnych niechęci i ograniczeń. Szacunek, redaktorze Pereira.

Źródło: fot. Mucha Comics

Comments