Władza #01: Pora demonów - recenzja komiksu

Najnowsze posty

Posty / Najnowsze posty 44 Views

Rasa ludzka uległa zagładzie, zostawiając świat we władaniu antropomorficznych zwierząt. Pamiątką po człowieku są liczne ruiny oraz niestabilny klimat. Zwierzęta uważają zaginionych ludzi za bogów, którzy wymagają od nich ofiar. Co roku dochodzi do wydarzenia zwanego „Porą demonów”, serii naturalnych katastrof, które zmiatają wszystko na swojej drodze. Jedynym miejscem, w którym mieszkańcy mogą się czuć bezpieczni jest azyl zwany Shrine. Jego mieszkańcy żądają jednak słonej zapłaty za udzielenie schronienia podróżnym. Ród Arbatachów rusza w podróż do Shrine’u w towarzystwie trojga najemników.

Świat zbudowany przez Belga Sylvaina Runberga (Millennium) od samego początku urzeka oryginalnym podejściem do tematu. Choć wykorzystanie mówiących zwierząt jako bohaterów może kojarzyć się z opowieścią dla najmłodszych, Władza nie jest w żadnym stopniu dziecinna. Życie w miejscu nękanym przez pogodowe „demony” jest ciężkie, a coroczna pielgrzymka – niebezpieczna i krwawa. Każdy chce się dostać do Shrine’u, a ci, których na to nie stać, próbują odebrać ofiary niesione przez innych podróżnych. Brutalna rzeczywistość jest spowita tajemnicą zniknięcia ludzi. Czytając Porę demonów nie sposób się nie zastanawiać, jak przebiegł upadek naszej cywilizacji. Dlaczego pogoda jest tak niestabilna? Co spowodowało ewolucję zwierząt do świadomego poziomu? Czym jest Shrine i czy ofiary składane ludzkim bogom rzeczywiście mają znaczenie?

Gorzej jest z postaciami. Jazon i Dafne, szlachcice dowodzący wyprawą są antypatyczni. Patrzą na innych z góry, uważając, że szlachecka krew czyni ich lepszymi od pozostałych. Choć ich wzajemna miłość i troska o dzieci są przekonujące, przetrwanie ich rodziny szybko staje się obojętne. Tak samo jest z rozpuszczonymi dziećmi Arbatachów. Podzielają wszystkie wady rodziców, a jedyną cechą, która to usprawiedliwia jest ich młody wiek. Może z biegiem serii rodzina zyska więcej charakteru, a trudy podróży zmiękczą ich serca?

Inaczej ma się sprawa z trójką najemników – Izaakiem, Oktawią i Pantakriuszem. Tygrys Izaak jest honorowym liderem grupy, który prędzej zginąłby niż zawiódł pracodawcę. Oktawia to była niewolnica z rasy gepardów, która żywi głębokie urazy do swych oprawców. Kozioł Pantakriusz ma stosunkowo niewielką rolę w porównaniu do jego towarzyszy, ale jego zażyłość z Oktawią pozwala docenić go jako postać i dużo wnosi do dynamiki trójki wojowników.

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Rysownik Olivier Boiscommun nadał Władzy unikalny charakter. Od ruin Paryża, w których rozpoczyna się opowieść, przez gęsty las po finał rozgrywający się w powodzi, scenografie są wspaniałe. Decyzja autorów, żeby bohaterami uczynić zwierzęta również dodaje im charakteru. Wygląd postaci idealnie odpowiada ich osobowości, chociaż nie wszystkie gatunki podpadają stereotypom. Na przykład pandy, które na ogół są uważane za urocze zwierzęta, tutaj odgrywają rolę krwiożerczych bandytów. Mimika na rysunkach jest świetna, wyrażane przez bohaterów emocje nie są przerysowane, ale bardzo przekonujące. Istotną wadą ilustracji Boiscommuna są jednak olbrzymie dymki dialogowe. Na mniejszych kadrach potrafią zająć nawet połowę rysunku, odbierając przyjemność z oglądania akwarelowych barw i delikatnej kreski.

Władza to seria, którą warto śledzić. Niestety, oczekiwanie na kolejne tomy może być bardzo długie, biorąc pod uwagę, że ukazały się dopiero dwie odsłony francuskiego oryginału. Warto jednak czekać, bo opowieść o zwierzęcych najemnikach i tych, których chronią, dopiero się zaczyna, a ich świat domaga się większego rozwinięcia.

Źródło: fot. Egmont

Comments